Change language

Mediolan

2-11-2008

Stolica mody i Formuły 1, zagłębie imponujących zabytków oraz przepysznego jedzenia i wina. Magda Klimkiewicz sprawdza, czy Mediolan to idealny cel podróży na weekend dla dwojga.


istockphoto(c)diego cervo
Po uniesieniach estetycznych czas na zakupy!

Osoby związane z fanami Formuły 1 nie mają łatwego życia. Na początku dowiadują się, że letnie weekendy muszą podporządkować ścisłemu harmonogramowi wyścigów, które zazwyczaj odbywają się o najmniej odpowiedniej porze dnia, czyli koło południa. Pewnego dnia usłyszą również, że najbliższy urlop muszą koniecznie spędzić blisko jednego z europejskich torów. Zazwyczaj jest to wiadomość rujnująca wakacje, ponieważ większość z nich została zbudowana pośrodku niczego i z daleka od jakichkolwiek rozrywek. Jednak po uważnym przyjrzeniu się mapie, okazuje się, że obie strony mogą być z takiego wyjazdu zadowolone, bowiem tor Monza znajduje się w pobliżu Mediolanu  - czym prędzej kupuję więc bilety dla dwojga.

maps.google.com

Pierwsze kroki po przylocie kierujemy oczywiście do restauracji. Koniecznie z dużym telewizorem, ponieważ już zaraz zaczynają się eliminacje Formuły 1. Nie było to wyzwanie, ponieważ Włosi są dumni z Ferrari i oczywiście cała obsługa restauracji Al Cantinone w napięciu ogląda poczynania Massy w czerwonym bolidzie. Podczas gdy wszyscy wpatrują się w ekran, ja skupiam się na kieliszku wina oraz risotto alla milanese, złociście żółtym dzięki dodaniu szafranu, najdroższej przyprawy świata. Zanim skończy się wyścig, ja zdążę jeszcze zjeść przepyszny deser (tarta gruszkowa oblana ciepłą czekoladą) i oczywiście wypić espresso, które nie kosztuje 1,5 funta jak w Starbucks, lecz 80 eurocentów. Póki co jestem zachwycona.

A potem już na miasto. No prawie, zwiedzanie zaczynamy od sklepu firmowego Ferrari. Po odwiedzeniu sklepu z gadżetami w browarze Guinessa czy na stadionie Chelsea, liczba zabawek związanych z wyścigami zdecydowanie rozczarowuje. Z drugiej strony ich wartość jest imponująca - silnik Ferrari kosztuje 48,000 euro. No cóż, skończy się na kubku.

Późnym popołudniem zaczyna się dla mnie prawdziwe zwiedzanie. I prawdę mówiąc, warto było czekać. Katedra Mediolańska zrobi wrażenie na każdym. Jej rozmiar, liczba stylów wynikająca z przeciągającą się budową przez kilka wieków aż do współczesności oraz ozdobniki powodują, że zaraz skończy mi się miejsce na karcie pamięci w aparacie. Warto pokonać ponad 250 schodków lub wydać 5 euro na wjazd windą na dach katedry, gdzie kunszt wykonania wieżyczek i innych marmurowych detali można podziwiać z bliska. Na dodatek to świetny punkt widokowy na całe miasto.

Sam zobacz:

Po uniesieniach estetycznych, czas na zakupy. Oczywiście w najstarszym centrum handlowym na świecie, w Galerii Wiktora Emanuela ze szklano-stalowym dachem. Obecność restauracji McDonald’s wskazywała na to, że limit na mojej karcie kredytowej wystarczy, ale szybko się okazało, że centrum jest głównie wypełnione sklepami Prady, Gucci oraz ekskluzywnymi rękawiczkami. No tak, w końcu Mediolan to stolica mody europejskiej, a na pewno przynajmniej włoskiej.

Po przejściu przez galerię dochodzimy do słynnej La Scali, jednak o mało co nie mijamy jej obojętnie. Przypuszczam, że jeśli miałabym bilety na przedstawienie to byłabym oczarowana wnętrzem, jednak od zewnątrz budynek prezentuje się całkowicie normalnie i nie wygląda jakby regularnie gościł największe gwiazdy opery.

Już z dachu katedry nasz wzrok przyciągnął widoczny w zasięgu kilkunastominutowego spaceru zamek rodziny Sforzo (Castello Sforzesco) z XV wieku. Jego olbrzymie i rozległe ściany są wypełnione otworami – dowiaduję się, że z nich wystawały karabiny gdy broniono dostępu na dwór. Władze miasta rozsądnie nie nałożyły opłaty za wejście do zamku, przez co jest to popularne miejsce spacerów mieszkańców Mediolanu

Kolejny zabytek jest już jednak płatny, ale mówimy o jednym z najbardziej znanych malowideł w historii ludzkości, więc się należy. W klasztorze przyległym do katedry Santa Maria della Grazie można z bliska podziwiać słynny fresk Ostatnia Wieczerza Leonarda da Vinci.

Jednym z zabytków, który być może nie znajdzie się na liście każdego odwiedzającego Mediolan, jest cmentarz Cimitero Munumentale di Milano, na którym spoczywają między innymi pierwsi włoscy mistrzowie Formuły 1. Być może nie brzmi to zachęcająco jednak różnorodność pomników oraz rodzinne grobowce z gotyckimi wieżyczkami robią niesamowite wrażenie. Najbardziej utkwiły mi w pamięci przyciemnione korytarze z setkami płyt kryjącymi za sobą prochy zmarłych oraz grobowiec z rzeźbą przestawiającą rolników naturalnych rozmiarów poganiających woły…

Resztę czasu w Mediolanie spędzam spacerując pomiędzy budynkami z unikalnymi ozdobnikami. W mieście rzeczywiście nie ma dużo zieleni, więc mediolańczycy próbują sobie to wynagrodzić tworząc małe zielone przystanie albo nawet cały ogrody na dachach. Jeśli ktoś nie ma dostępu do takiego luksusu to musi chociaż wystawić drzewko na balkonie czy kwiatki – to powoduje, że miasto jest jeszcze piękniejsze.

Nawet nie zauważam, że od kilku godzin podziwiam miasto sama, podczas gdy reszta wycieczki jest na torze i kibicuje Kubicy, który ostatecznie dojeżdża na metę trzeci. Pod koniec weekendu obie strony są więc wyjazdem do Mediolanu zachwycone – no może ja nawet bardziej, bo fani Formuły 1 nie mieli gdzie kupić przepysznych lodów.

Jeśli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas

Komentarze użytkowników

Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł. Zacznij dyskusję na temat tego artykułu

Inne artykuły w sekcji Podróże

Malaga
Jerozolima
Glasgow
Paryż
Dublin

Wróć do sekcji Podróże

Ostatnio dodane wydarzenia

Muzyka
The Music Emotions
30-01-2009

Muzyka
Polski Sylwester
31-12-2008

Muzyka
Sylwester Partyzany w N22
31-12-2008

Kultura
Cold War Modern: Design 1945-1970
29-12-2008 - 11-01-2009

Ważne daty
Lepsze warunki pracy dla polskich pracowników!
7-02-2009

O nas  |  Często zadawane pytania  |  Regulamin korzystania z serwisu  |  Polityka ochrony prywatności  |  Reklama  |  Skontaktuj się z nami  |  Linki z Polotem