Change language

Fala nieuczciwych Polaków oszustów nadal trwa…cz. 2

16-11-2008

Poszukiwanie mieszkania bywa nieraz żmudnym zajęciem. Wiele agencji mieszkaniowych oferuje nam przeróżne rodzaje mieszkań. Czasem zdarza się, iż prywatni właściciele mieszkań oferują nam „własny kąt” za niewielką cenę. Moje własne poszukiwanie mieszkania i całe zajście z nim związane zapamiętam do końca życia - Ewelina M. Góralczyk


istockphoto(c)Arthur Kwiatkowski

Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, kiedy to zdecydowałam się na wynajęcie własnego mieszkania z moim chłopakiem. Wtedy to jeszcze do końca nie byłam świadoma, iż znajdzie się ktoś taki, kto nas oszuka. Podekscytowanie związane z poszukiwaniem nowego wspólnego gniazdka i plany na nowe życie tylko we dwoje było czymś wspaniałym. Własne wspólne mieszkanie bez potrzeby dzielenia łazienki, bez głośnych współlokatorów było naszym marzeniem. Nasze wspólne rozmowy sprowadzały się do tematu wspólnego mieszkania – urządzenia kuchni, kupna niezbędnych rzeczy, własnej tylko dla siebie lodówki, bez możliwości podkradania jedzenia przez innych.
Przeglądaliśmy wiele stron internetowych (londynek.net, gumtree.com) z nadzieją na znalezienie czegoś odpowiedniego.

Pamiętam jak natrafiłam na angielskie ogłoszenie na gumtree.com z opisem mieszkania jednopokojowego wraz z osobną kuchnia i łazienką. Cena była bardzo przystępna jak na mieszkanie w trzeciej strefie. Ogłoszenie zawierało kilka zdjęć mieszkania. Angielskie ogłoszenie było podpisane przez niejakiego Patryka Zawadzkiego wraz z jego numerem telefonu. Pamiętam, że bez wahania wzięłam za telefon i zadzwoniłam. W słuchawce odezwał się głos człowieka mówiącego po angielsku z wschodnioeuropejskim akcentem. Po krótkiej rozmowie grzecznie zapytałam czy mój rozmówca nie jest przypadkiem Polakiem, gdyż na to wskazywał jego akcent. Mój rozmówca okazał się być Czechem. Więc kim jest Patryk Zawadzki? Wtedy to nie dopuszczałam do siebie myśli, iż mogę zostać oszukana w tak banalny sposób.
Kilka minut później zadzwonił telefon. Niejaki Patryk Zawadzki z ogłoszenia w sprawie mieszkania oddzwonił do mnie.

- Cześć, dzwoniłaś do mnie w sprawie mieszkania? Tu Patryk. Rozmawiałaś z moim kolegą, on jest z Czech.
- Cześć, właśnie byłam zdziwiona, ale zapytałam czy nie jest Polakiem, gdyż jego akcent był typowo polski.
- Właśnie mi powiedział, że chcecie mieszkanie. Ok. więc mieszkanie…..

Umówiliśmy się na oglądanie mieszkania w środę wczesnym popołudniem.
Owe mieszkanie mieści się na Walthamstow Central.


Po długich i żmudnych poszukiwaniach byliśmy w stanie się zdecydować na mieszkanie. Niewielkie, przytulne mieszkanko, było wymarzonym miejscem dla dwojga. Urządzone ze smakiem, zadbane a na dodatek miało być odmalowane dla nowych lokatorów. Mieszkanie miało duży balkon na ostatnim piętrze wiktoriańskiego domu a także było wyposażone w polską telewizję. W całym domu zamieszkuje kilku Polaków i Anglik. Mieszkanie było oddzielne, z własnym kodem hasłowym u drzwi.

- Mieszkanko jest zadbane, ja wiem że zaraz pójdzie - tłumaczył się Patryk – para, która tu mieszkała, wyjeżdża do Polski. O, nawet Wam zostawia czajnik.
- A gdzie oni teraz są?
- Pojechali do siostry, mają gdzieś w UK siostrę. Także jak mówię, mieszkanie szybko pójdzie, więc się zdecydujcie. Ja was nie namawiam, ale za taką cenę i takie warunki, mówię wam, a na dodatek macie polską telewizję. A i najważniejsze, landlord nie chce aby trzymać w mieszkaniach kotów czy psów, gdyż mogą pogryźć ściany.
- My nie jesteśmy miłośnikami zwierząt domowych – odpowiedziałam żartobliwie.


Po całościowym przeglądzie mieszkania a także omówieniu wszystkich najważniejszych kwestii związanych z mieszkaniem, zdecydowaliśmy się na podpisanie umowy. Umówiliśmy się z Patrykiem w czwartek, czyli w kolejny dzień po obejrzeniu mieszkania.
I nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Zaledwie niewiele kroków dzieliło nas od naszego przyszłego mieszkania.

- Ok., oto jest umowa, a Wy prosiliście mnie o polska wersję umowy? – Zapytał ironicznie Patryk
- Spoko, nie ma takiej potrzeby.

Dokładnie przeczytaliśmy umowę. Wszystko w niej zawarte było jasno sprecyzowane.

- W umowie pisze, iż podpisujemy ją z landlordem bądź jego agentem? Czy Ty jesteś jego agentem?
- Tak jestem jego agentem, to jest taka moja jakby part-time praca, on mi za to płaci.
- A co z tym gościem, z którym rozmawiałam przez telefon?
- On też jest jego agentem, to jest na zasadzie, kto pierwszy sprzeda mieszkanie ten dostanie za to pieniądze – przekonywał nas Patryk.
- Ale jak mówię – dodaje po chwili – ja was nie oszukam, umowa to umowa.
- Ok., wszystko jest ok., ale wolimy, aby landlord był tutaj, możemy się z nim skontaktować jakoś?
- Jasne, oto jego numer telefonu, zadzwońcie do niego, jeśli chcecie, ale ja Was nie oszukam, no jak to, przecież jestem Polakiem, jak Was mogę oszukać.

Próbowaliśmy się skontaktować z landlordem. Telefon, którego właścicielem był Charlie Brown nie odpowiadał.

- Widocznie jest zajęty, lub jest na jakimś spotkaniu – odpowiedział Patryk


Długo jeszcze zastanawialiśmy się czy podpisać umowę. Telefon landlorda był przez cały czas wyłączony i nie mogliśmy się z nim skontaktować. Był moment wahania, jednakże myśl o wspólnym mieszkaniu była silniejsza. Jeszcze przezornie poprosiliśmy Patryka o pokazanie dokumentu tożsamości.

- Skoro jesteś jego agentem to pokaż nam swój dowód
- Nie mam przy sobie – tłumaczył się.
-Jak można nie mieć przy sobie dowodu, każdy musi mieć przy sobie dowód, a jakby cię policja złapała i poprosiła o dowód? A jest ktoś, z kim możemy się skontaktować, aby potwierdzić Twoją tożsamość?
- Ale słuchajcie ja was nie oszukam, dajcie spokój, przecież jesteśmy Polakami. Jak was mogę oszukać skoro daje wam klucze do domu…tak samo ja mogę się bać z waszej strony, że możecie coś zabrać w domu…- dodał Patryk

Patryk Zawadzki przekonał nas do swoich racji. W końcu podpisaliśmy umowę. Umowa została podpisana 15 października 2008. Pomiędzy nami, landlordem i Patrykiem Zawadzkim, ujętym w umowie jako agent.
Do mieszkania mieliśmy się wprowadzić 26 października, jednak w tym czasie nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że Charlie Brown, ujęty w umowie jako landlord nie istnieje a Patryk Zawadzki to zwykły oszust, który dla niepoznaki zmienił sobie dane personalne.

Na trop oszustwa wpadliśmy w przeddzień przeprowadzki. Próbowaliśmy się skontaktować z Patrykiem, później z landlordem. Oba telefony milczały. Skopiowaliśmy numery telefonów do google.com. Okazało się, że numer telefonu, nieistniejącego Charliego Browna należał do Polaka, najprawdopodobniej, do Patryka Zawadzkiego, wtedy to jeszcze nie znaliśmy jego prawdziwego imienia. Doszliśmy do wniosku, że oba numery telefonu, które widniały na umowie należały do jednej osoby, Patryka Zawadzkiego.
Sprawa trafiła na policję.


Numery telefonów ujęte w umowie należały do Patryka Zawadzkiego, którego prawdziwe imię brzmi Grzegorz Mycka. Grzegorz usiłował sprzedać nam swoje mieszkanie, w którym mieszkał ze swoją dziewczyną przez dwa lata. Bez zgody właściciela domu, oprowadzał ludzi, oferując im mieszkanie. Jak się dowiedzieliśmy, jesteśmy trzecią oszukaną parą przez Grzegorza M. Grzegorz ma 21 lat, jest wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną, ok. 180 cm wzrostu, dla niepoznaki kilka razy farbował sobie włosy.


Grzegorz zamieścił swoje ogłoszenie w sprawie tego samego mieszkania na mojawyspa.co.uk (http://www.mojawyspa.co.uk/ogloszenia/10/61950/1-bedroom-flat-do-wynajecia-tanio) a także próbował sprzedać telewizor, który nie należał do niego (http://www.gumtree.com/london/42/29531742.html ,
http://www.londynek.net/buysell/ad?ad_id=227509


W chwili obecnej próbujemy namierzyć Grzegorza M.
Prawdopodobnie jest na terenie Londynu.


Takich tragedii jak ta zdarza się wiele. Wciąż jednak nie mogę pojąć i zrozumieć, dlaczego to właśnie Polacy są oszustami. Zapewne tą sytuację zapamiętam do końca życia, zapewne twarz Grzegorza M. będę jeszcze długo pamiętać.
Jak długo jeszcze pozwolimy, na to, aby nieuczciwi Polacy manipulowali nami? Dlaczego stajemy się dla siebie wrogami zamiast pomagać sobie nawzajem na obcej ziemi?
Od tamtej chwili minęło trochę czasu, jednak wspomnienie o tym wydarzeniu, sprawia, iż ciekną mi łzy po policzku….I do końca już zostanie to pytanie, dlaczego?

Jeśli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas

Komentarze użytkowników

Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł. Zacznij dyskusję na temat tego artykułu

Inne artykuły w sekcji Wiadomości

Hamas ma już dość. Chce rozmów z Żydami
Polka urodziła dziecko w londyńskim metrze
Największe hity kinowe 2008 roku w Wielkiej Brytanii
Jak wytrwać w noworocznym postanowieniu
Huczna zabawa sylwestrowa? Jak najbardziej ... ale ostrożnie z fajerwerkami.
"Bomba" na polskim lotnisku - z miłości

Wróć do sekcji Wiadomości

Ostatnio dodane wydarzenia

Muzyka
The Music Emotions
30-01-2009

Muzyka
Polski Sylwester
31-12-2008

Muzyka
Sylwester Partyzany w N22
31-12-2008

Kultura
Cold War Modern: Design 1945-1970
29-12-2008 - 11-01-2009

Ważne daty
Lepsze warunki pracy dla polskich pracowników!
7-02-2009

O nas  |  Często zadawane pytania  |  Regulamin korzystania z serwisu  |  Polityka ochrony prywatności  |  Reklama  |  Skontaktuj się z nami  |  Linki z Polotem